Berserk on the top

/Metzoke Dragot. Morze Martwe, pustynia i już nic./

Podejmij decyzję. Spakuj się w bagaż podręczny, weź tylko to czego naprawdę potrzebujesz. Nie precyzuj planu, pozwól rzeczom się dziać. Instynktom – wyostrzyć się.  Nie bój się. Zmień perspektywę. Jedź.




KRAKÓW. LOTNISKO

- Ma Pani za krótko ważny paszport. Nie wpuszczą do Izralela. Ja od razu Pani powiem że będą się czepiać, zadawać pytania a potem nie wpuszczą i zawrócą do Polski. I jeszcze będzie na mnie, że nie sprawdziłem dokumentów.

- Ok, dziękuję, ale jest szansa że wpuszczą?







Wpuścili.

Bez pytań się nie obeszło. Warto mieć w głowie przygotowaną „wizytówkę bycia”, żeby bez wahania móc odpowiedzieć na pytanie: kim Pani jest?

 Kim ja jestem?

- I dlaczego jesteś tu sama?

(I dlaczego jestem tu sama) ?





Zatrzymuje się samochód. 

W końcu.  

Nie zrobiłam zapasu wody pitnej, a stoję na środku Pustyni Judzkiej, na wysokości miasta Ma’ale Adumim. Dookoła strefa Autonomii Palestyńskiej, drogą S1 transportowane są czołgi. 

Nic nie szkodzi - w miasteczku, na przekór wszystkiemu, 

tętni życie. 





Jesteś w strefie kontrolowanej,

tu jest wojsko, check pointy, tu Izrael gwarantuje Ci bezpieczeństwo. Tylko że nie jesteś turystą. Jesteś autostopowiczem. Autostopowiczem kobietą, i lepiej nie wsiadaj do tych samochodów, które mają żółte rejestracje.  To taka życzliwa, lokalna  podpowiedź, może niezbyt poprawna politycznie.  Białe, żydowskie  rejestracje są ok.  Jesteś szalona, nie czytasz gazet? Szerokiej drogi! 

(czytam).



Mój kierowca pali trawę, ale wsiadam ufając w zamysł budowniczych (drogi ekspresowe jako linie proste)…  

Jak-najbardziej-proste, więc żeby dojechać wystarczy nie puszczać kierownicy.  Na lepszą okazję już dzisiaj nie trafię. Trzeba się stąd ruszyć. Na horyzoncie płoty z drutami kolczastymi i pustynia.

 Pustynia, pustynia, pustynia. 

Pytam:

- Gdzie jedziesz?

- Do Metzoke Dragot, na plażę. Na kilka godzin.

- Jak tam jest? Bezpiecznie?

- Jestem pewien że spotkasz tam inne dziewczyny, które mówią po angielsku.

 

To mnie przekonało. 



METZOKE DRAGOT


 



Wyobraźcie sobie plażę nad morzem. Nie zwyczajnym, bo Martwym.

Morze i pustynie dzieli szosa, która przez prawie 400 km wiedzie przez Izrael, najprościej mówiąc, z góry na dół.  Mijamy check point wojskowy, młodzi żołnierze, dziewczyny i chłopaki, odrabiają obowiązek wobec kraju. 

Odrabiają go z dumą posiadania broni. Jeśli ją masz, masz władzę najwższą. Władzę nad życiem i śmiercią. To wymaga powagi. 


Uśmiechają się tylko do zdjęcia.




Pustynia, 

szosa, 

check point,

morze.  

Oprócz tego nie ma nic. Wysiadam z auta.




35 st. C. w lutym. Jak dobrze. Patrzę w kierunku morza i nie wiem co ze sobą zrobić. Horyzont nie istnieje. Kolory morza i nieba zlewają się w jedno, zastanawiam się gdzie będę spać. Podchodzę do ludzi. Piorą ubrania w jakiejś dziurze. Później okaże się że ta „dziura” to jedno z niewielu miejsc w okolicy,  gdzie woda jest słodkawa. 

Nie słodka. Mniej zasolona, 

jak na te warunki.





Zesi uśmiecha się kiedy mówię że jestem z Polski. Ty mówisz polski! Ja jestem ze Słowacji. Co tu robisz Zesi? Kim jesteś? Tylko się roześmiała.   




- Może rozbijesz się koło Abrahama? - mówi Zesi. - Właśnie buduje swoją nową zoole.

Zoola w języku arabskim oznacza rodzaj tymczasowej chaty. W hebrajskim to słowo opisuje rodzaj leniwej, "zawieszonej" atmosfery tych dni zbyt gorących na jakikolwiek ruch, które służą siedzeniu w cieniu, odpoczynkowi i wpatrywaniu się w światło słoneczne celem "tak po prostu".


Trudno bardziej trafnie ująć to, czym jest 

esencja Metzoke Dragot.






 Ludzie których tu spotkasz definitywnie odrzucili rzeczywistość pieniądza i pośpiechu. Kilka osób, porzuciwszy miasto i pracę, mieszka tu na stałe.  

Pustelnicy, hippisi, transwestyci… byli żołnierze, Beduini, Żydzi.  Podróżnicy, kobiety i mężczyźni. Starzy i młodzi.  Najczęściej z bogatą historią. Z doświadczeniem, które zmieniło ich życie (Jade – rak. Maia – cudowne ocalenie z wypadku).  

I wcale nie ma tłoku.  

W tym wszystkim jest jakaś harmonia, wzajemne poczucie poszanowania wolności i radość miejsca, w którym żyje się tak, jak dyktuje natura.

No i czujesz tą wolność. Czujesz ją bo ją widzisz, jak się materializuje. 

Czyżbyśmy o niej  zapomnieli?







W ciągu dnia Abraham uczy ptaki podlatywać blisko ludzi, ja natomiast w ciągu nocy uczę się ignorować podchodzące pod „namiot”  szakale.  Podobno z Syrii i Libanu przywędrowała wścieklizna. Zastanawiam się nad tym słysząc ich wycie.

Blisko. Tuż za namiotem.





Abraham mówi:

- Wszyscy jesteśmy chorzy na miasto. Ty też. Możesz się tu podleczyć. Wiesz czemu to Morze nazywamy Martwym? Bo tutaj nic nie sprzyja  życiu, wszystko można z siebie wyrzucić i w nim zostawić

żeby umarło.




Wieczorami zbierają się ludzie, jeździmy do naturalnych gorących źródeł.

Plaża jest poza zainteresowaniem policji i wojska.

Można odnieść wrażenie, że właściwie znajduje się

poza wszystkim. :)





 

Morze Martwe umiera. Cofa się, na plaży pozostawiając zapadające się dziury.  Równolegle z powszechną idyllą, ramię w ramię obnosi się duch czasu – znak obecności ludzi –  śmieci.  

No tak, jak inaczej miałoby to wyglądać w miejscu, gdzie na środku pustyni, koło wojskowego check pointu stoi wyłącznie jeden kontener na nieczystości?








Co jakiś czas ma tu miejsce wielkie sprzątanie. Jeśli tu przyjedziesz, weź ze sobą worki na śmieci. I odwiedź Abrahama. Mówi, że rozbudowuje zoole na hostel. Mówi: zrób mi reklamę, ja zadbam o ludzi.

No to  Wam  mówię.  :)










Pora wracać.



OVDA LOTNISKO:

- Podróżuje Pani sama? Dlaczego? 

 - Gdzie Pani była? Co widziała? (- Och te wszystkie zabytki wow wow) 

 - Kto pakował ten plecak? Czy zawsze miała go Pani przy sobie? 

 - Czy dostała Pani jakiś prezent od nieznajomego? A bo zdarzyło nam się ostatnio, że taki prezent 

to była bomba.


Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów